Strona główna  |  Statut  |  Galeria

Dzisiaj jest:




Urząd Marszałkowski
w Lublinie

Starostwo Powiatowe
Tomaszów Lubelski

 
 Urząd Miejski
w Łaszczowie

 
 
 

Strona główna -> Kim był Edmund Monsiel?




 
Edmund Monsiel
Don Kichot rodem z Wożuczyna
  
 
Malowanie jest sposobem życia.
W. Lam


I. Dlaczego warto wiedzieć, kim był Edmund Monsiel ?
 
 
 
"Wszystkimi widzi stworzenie oczami otwarty przestwór. Tylko nasze oczy jak wywrócone są i wokół niego niby pułapki w krąg poustawiane, zagradzające jego wolne wyjście"
 
 R. M. Rilke
 

Edmund Monsiel urodził się 12 listopada 1897 r., zmarł 8 kwietnia w 1962 r. Urodził się w Łaszczowie, małym miasteczku na Zamojszczyźnie. Pochodził z niezamożnej rodziny rzemieślniczej. Jego ojciec był stolarzem. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej i trzy klasy gimnazjum. Mimo że był skromnym pracownikiem cukrowni, to właśnie jego prace plastyczne można oglądać w muzeach w Szwajcarii, Francji, Japonii, Anglii, Słowacji, Chicago, Krakowa i Warszawy.

Pierwszy raz pokazano rysunki Monsiela w kwietniu 1963 roku na zbiorowej Wystawie Problemowej Plastyki Amatorskiej w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Zapowiedziano też „Rysunki Edmunda Monsiela” — wystawę w Galerii Widza i Artysty Świątynia Diany w Łazienkach.W Warszawie, którą w czerwcu–lipcu tego roku miała zorganizować Centralna Poradnia Amatorskiego Ruchu Artystycznego (dzisiejsze centrum Animacji Kultury), ale czy do tego doszło, nie ma pewności, bo nie są znani świadkowie tamtego zdarzenia ani nie ma dokumentów stwierdzających, że miało ono miejsce.

             Wydarzeniem doniosłym i przełomowym w dziedzinie traktowania sztuki naiwnej czy „innej”, jak ją niedługo potem nazwano w Polsce, była pierwsza indywidualna wystawa Świat samotnych wizji E.M. z Wożuczyna, którą otwarto 19 listopada 1963 roku o godz.12.00 w ówczesnej siedzibie organizatora — Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia historyków sztuki- w Rynku Głównym 22. Wystawę zapowiadał afisz z dużą reprodukcją, a towarzyszył informator ilustrowany dziewięcioma rysunkami z tekstami Jana Mitarskiego, Ignacego Trybowskiego i spisem prac.

            W Warszawie ekspozycję — pod tym samym co krakowska tytułem — urządzono w następnym roku, od 17 do 28 listopada w Pałacyku przy ulicy Rutkowskiego 5. Pokazano 177 arkuszy.

            Jeden z rysunków (kat. 570710) miał swój epizod teatralny: scenograf Jan Kosiński wykorzystał go przy budowie dekoracji do Fizyków Friedricha Durrenmatta, spektaklu wystawionego przez Państwowy Teatr Powszechny w Łodzi-premiera 23 maja 1963 roku.

            Następnie w 1965 Aleksander Jackowski pokazał w warszawskiej Zachęcie jedenaście rysunków Monsiela na dużej zbiorowej wystawie „Inni”. Od Nikifora do Głowackiej. Od tego czasu termin „inni” używany jest jako synonim artystów tworzących sztukę naiwną i wydaje się nawet, że ma nad drugim przewagę, płynącą z szerszej nieostrości tego pojęcia. W latach 70. twórczość graficzna E.Monsiela była tematem pracy magisterskiej Małgorzaty Maciaszek pisanej na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

            Rysunki E. Monsiela były pokazywane w kraju i za granicą na zbiorowych wystawach w Londynie, Bratysławie, Radomiu, Wałbrzychu, Płocku i Krakowie. Dopiero po 33 latach ponownie pokazano je na wystawie indywidualnej, tym razem zagranicznej, w Collection d’art. Brut w Lozannie, od 3 października do 19 stycznia 1997 r. Prac użyczyło Państwowe Muzeum Etnograficzne, Leszek Macak — krakowski kolekcjoner, kolekcjonerzy szwajcarscy; ekspozycje wzmocnił własny zbiór muzeum w Lozannie. Z tej okazji ukazał się duży plakat z powiększoną blisko czterdziestokrotnie reprodukcją kat. 44-6, czterostronicowy ilustrowany akcydens z notką o prezentowanym artyście i eksponowanych zbiorach oraz okolicznościowa kartka pocztowa z reprodukcją innego rysunku (kat. D. 22).

 

            Zdecydowałyśmy się na zebranie informacji o Monsielu, ponieważ jego twórczość zasługuje na uwagę, a niewielu mieszkańców Zamojszczyzny o nim słyszało.

 
II. Czego dowiedziałyśmy się o życiu Edmunda Monsiela?
 

            „Miasteczko było małe, biedniutkie, do wioski raczej podobne. Domki stały niewielkie, skromne i ciche. Życie płynęło powoli, spokojnie, wśród codziennych drobnych kłopotów i radości. Czasem ktoś się narodził, ktoś inny umarł. W jednym roku obrodziło lepiej, w innym gorzej, ot jak to w życiu. W takim to niewesołym i nie smutnym, po prostu nudnym miasteczku mieszkał ów człowiek”

                                                                                                                                      „Don Kichot” Cervantes

 

                  Edmund Monsiel urodził się 12 listopada 1897 roku, co zapisano w księgach metrykalnych parafii rzymsko-katolickiej w Wożuczynie. Stąd również wiadomo, że rodzice, Mikołaj i Karolina z Dutkowskich, mieli dziewięcioro dzieci, a Edmund był szóstym. W przyszłości wspominać się będzie jedynie o starszych od niego: Anieli, z którą sąsiadował w Łaszczowie, i Kazimierzu, w którego domu w Wożuczynie przebywał podczas okupacji.   

            Fakty są skromne: ojciec Edmunda, Mikołaj, urodził się w Oszczowie, wsi położonej pięć kilometrów od dzisiejszej granicy z Ukrainą, zmarł w 1933 r. w wieku 67 albo 68 lat (rozbieżne informacje ze źródeł parafialnych i z napisu na płycie nagrobnej) w Łaszczowie i tu został pochowany. O matce Edmunda wiadomo jeszcze mniej, właśnie tyle, ile informuje poprzednie zdanie, oraz że nie urodziła się i nie zmarła w Wożuczynie ani w Łaszczowie. Jako ciekawostkę można podać trzy odmiany nazwiska pod jakimi występowali członkowie rodziny — najpierw Monsioł (w księdze metrykalnej wożuczyńskiej parafii), potem Monsiel oraz Monssiol (na nagrobku Mikołaja); Edmund znany jest tylko z drugiej. 

            Dzieje przodków Edmunda owiane są tajemnicą. Rodzinna legenda podaje, że Monsielowie znaleźli się na tych ziemiach za przyczyną powalonego chorobą lub po prostu ciężko rannego żołnierza napoleońskiego, gdy armia francuska wycofała się po klęsce z Rosją w 1812 r. W rodzinie Monsielów osiadłej w pobliskim Wożuczynieprzechowywana jest pamięć o francuskim pochodzeniu ich rodu. Ojciec Mikołaj i jego syn Kazimierz (młodszy brat Edmunda) byli stolarzami. Przechowywany w inwentarzu rodzinnym wielki stół (z rozkładanym blatem pokrytym intarsją, stół na nogach ozdobnie toczonych), wymyślne krzesło narożne z dwoma oparciami — wyroby stolarza Kazimierza zatrudnionego w Cukrowni Wożuczyn świadczą niezbicie, że to stolarskie rzemiosło ma za sobą jakąś znakomita tradycję. Bardzo możliwe, że dwór Starowieyskich w Łaszczowie miał sprowadzonego specjalnie z Francji stolarza, który zdolny był sprostać zamówieniom, jakie obowiązywały w wystrojach pałacowych.          

            Posiadany przez Monsielów sklep nie wymagał stałego zatrudniania aż dwóch osób. Mikołaj mógł pewnie dalej uprawiać zawód stolarza. Natomiast sklepem zajmowała się żona. Stąd powiada się, że Edmund miał sklep po matce... Ważne, że jako najstarszy wysłany zostanie na nauki aż do Chełma, a tylko młodszemu synowi Kazimierzowi, przypadnie rola kontynuowania zawodu ojca.

         Miejsce, gdzie stał dom ze sklepem Monsiela, porośnięte jest trawą. Nieopodal stoi transformator na betonowych słupach. Brukowaną kocimi łbami drogę zastąpiła przyzwoita jezdnia asfaltowa. W sobotnie popołudnie nie ma tu żadnego ruchu. Nie widać nawet pojedynczych przechodniów. Cisza. Zupełnie inaczej było tu kiedyś. Po drugiej stronie jezdni stały biedne żydowskie domostwa, bo Łaszczów był wyłącznie żydowski. Nieopodal widać na przestrzał przez jakieś ogrody ruiny renesansowej synagogi (jest tam lokalne śmietnisko), przebudowaną na kino ,,Strumyk” bożnicę oraz dach dużego domu mieszkalnego, w którym była łaźnia żydowska a za nią sadzawka mykwy. Tętniło tu życie o każdej porze i każdego dnia. Nie ustający gwar dzieciarni. Wieczorami pojawiał się na rogu po drugiej stronie Żyd-skrzypek.

            W sklepie Mundzia były drzwi z szybami... przez te drzwi E.M. mógł widzieć skrzypka. Może uchylał nawet drzwi, aby go lepiej słyszeć. Stale jednak miał Monsiel przez te drzwi widok na... piekarnię Żyda Ruba, czyli na takie miejsce pośród licznych sklepów w Łaszczowie, gdzie się na klienta nie czeka, gdzie interes kwitnie bez względu na pogodę tudzież wszelkie inne przeciwności losu — wspomina mieszkanka Łaszczowa Władysława Baj.

            Z jakiś powodów, być może z racji problemów materialnych mających swoją przyczynę w wielodzietności lub kłopotów zdrowotnych dzieci, rodzice oddali Mundzia na wychowanie do innej rodziny. Miał go przygarnąć wieloletni przyjaciel ojca — Władysław Chmielewski, organista kościelny, patriota prowadzący tajne nauczanie w Dzierążni (zabór rosyjski), w sąsiedniej wsi, gdzie zamieszkał chłopiec. Opiekun z powodzeniem zastąpił ojca, a pięcioro przybranego rodzeństwa traktowało Edmunda jak rodzonego brata. Bardzo możliwe, że atmosfera tego właśnie domu, a w szczególności głowa rodziny — mężczyzna odważny, wykształcony, gwarantujący bezpieczeństwo dzieci — miał silny wpływ na chłopca, który tu otrzymał wychowanie patriotyczne i przede wszystkim religijne.    

               Monsiel został wysłany przez rodzinę do Seminarium Nauczycielskiego w Chełmie. Nie wiadomo, dlaczego przerwał naukę. Jako trzydziestoletni człowiek mieszkał razem z matką, pomagając jej w prowadzeniu sklepu. Miał opinię spokojnego, pracowitego, dbającego o swoją powierzchowność, eleganckiego młodzieńca. Podobno stanowił tzw. ,,pierwszą partię do wzięcia”. Jednak plany małżeńskie kończyły się na zapowiedziach kościelnych: z panną Władysławą z Łaszczowa, z panną Stanisławą z Koziej Woli. Nie unikał znajomości, ale kontaktów towarzyskich nie chciał traktować w sposób zobowiązujący, dlatego nie udzielał się w życiu publicznym, zorganizowanym. Wieść niesie, że odbywał podróże do dużych miast, np. do Lwowa, w celu zaopatrzenia sklepu, skąd też miewał — może przejazdem — gości w swoim domu. Z czasem zaczęto postrzegać pana Mundzia jako starego kawalera, który chadza własnymi ścieżkami. I w dalszym ciągu darzono go szacunkiem. W postępowaniu z kobietami był bardzo wrażliwy i nieśmiały. Z opisów wspominającej o nim, dzisiaj już starszej pani, wynika, że w kontaktach z sympatią był skromny aż do dzieciństwa.

            Wojna zastała Monsiela w Łaszczowie. Jako praktykujący katolik w każdą niedzielę chodził do kościoła. Poza tym że był religijny, bywanie w kościele dostarczało mu okazji do spotykania się z ludźmi, także z pewną młodą dziewczyną, w której prawdopodobnie nieśmiało się podkochiwał.

            Zagęszczenie istotnych wypadków, o których piszą biografowie, przypada na miejsce, gdzie stały domy Wyrostkiewiczów i Monsiela (ul. 3-go Maja 11). To tutaj miało nastąpić zajęcie przez okupanta sklepu, tutaj — a właśnie sto metrów dalej — przed kościołem odbyła się selekcja do egzekucji w pierwszy dzień Bożego Narodzenia 1942 roku i tu powstały pierwsze rysunki Monsiela. Po latach można podać w wątpliwość przebieg i sugerowaną wagę tych zdarzeń na przeżycia Edmunda Monsiela. ,,Odbieranie sklepu” da się wyjaśnić jedynie czasowym zajęciem pokoju mieszkalnego w domu Monsiela w 1940 roku, z przeznaczeniem go na kwaterę wojskową, gdy – wspomina jeden z łaszczowian — miasteczko zostało zalane przez oddział Werhmachtu, obsadzające bliską tu granicę międzyokupacyjną na Bugu. Albo działo to się w 1941 roku, w drodze armii niemieckiej na Wschód. W świetle innych źródeł Monsielowi Niemcy sklepu nie zabrali! W Łaszczowie na co dzień w czasie wojny Niemców się nie widywało. Miasta pilnowało okazyjnie dwóch żandarmów, którzy przyjeżdżali na koniach ze zgrupowania w sąsiednich Tyszowcach lub Rachaniach. Sklep Monsiela miał upaść, bo sprzedawca nie miał czym handlować!

            Zwykła kolej rzeczy podczas wojny. Paru rozmówców wyraziło pogląd, że E.M. nie od razu opuścił Łaszczów, że w pierwszych latach wojny odwiedzał niekiedy miasto... Pogląd taki może mieć swoje mocne uzasadnienie w tym, że oprócz sklepu mieli wszak Monsielowie w Łaszczowie stosowną posesję, na niej ogród i całkiem przyzwoity rodzinny dom mieszkalny.

            Drugie zdarzenie, przytaczane przez rodzinę i znajomych Edmunda, to odwetowa akcja okupanta za napad grupy zbrojnej na posterunek żandarmerii niemieckiej w 1942 roku. Władze okupacyjne poleciły mieszkańcom Łaszczowa zebrać się przed kościołem w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Siostra Edmunda, Aniela, przeczuwała tragedię, dlatego namówiła brata do pozostania w domu i ukrycia się, niestety nie przekonała do tego męża, który uznał, że jeżeli będzie miał na rękach dwuletnią Marię, to nikt nie odważy się ich rozdzielić. Mylił się. Został wybrany wraz z innymi siedemdziesięcioma sześcioma osobami i zabity „na Sosenkach” — na wzgórzu za miastem. A Edmund Monsiel nie wyszedł z ukrycia już do końca wojny. Jeszcze około pół roku przebywał w Łaszczowie, ale być może uznał, że nie jest bezpieczny, dlatego pewnej nocy pojawił się u swojego brata w Wożuczynie-Cukrowni, robotniczej osadzie oddalonej o dwa kilometry od wsi Wożuczyn, gdzie dano mu miejsce na strychu. Przejawiał lęk, a otoczenie zauważyło z czasem, że zaczął się zmieniać. Przestał dbać o swoją powierzchowność, izolował się od ludzi i stronił od kontaktów z nimi. Po wojnie nadal mieszkał samotnie. Podjął pracę wagowego w pobliskiej cukrowni. Pracę wykonywał sumiennie i dobrze, był małomówny, skryty, odsuwał się od innych. Wolny od pracy czas spędzał samotnie. Podobno w tym czasie był przesadnie religijny. Ze swoimi sąsiadami także nie utrzymywał kontaktów. Tylko jeden raz w sposób spontaniczny powiedział sąsiadowi, że... widzi niezwykłe rzeczy, które by zadziwiły ludzkość. Monsiel był uważany dziwaka i odludka, ale nie przypisywano mu za życia choroby psychicznej. Trwała ona jednak przez okres dziewiętnastu lat. Sam zmagał się z nią, wytwarzając nowy dla siebie, satysfakcjonujący, prawdopodobnie bezpieczny świat.

            Pierwsze wśród zachowanych datowane rysunki powstały w Łaszczowie podczas Wielkiego Tygodnia 1943 roku. Na pewno zabrał je Monsiel do Wożuczyna, w przeciwnym razie spłonęłyby z całym miastem, gdy dwa razy Łaszczów całkowicie niszczyły pożary. Okoliczności przebywania w odosobnieniu sprzyjały kontynuowaniu tego czasochłonnego dzieła. Musiały zapewnić też pewien komfort psychiczny, polegający na uwolnieniu od strachu przed tropiącymi go prześladowcami. A nawet rodzi się przypuszczenie, że nie sposób tak bezwarunkowo, jak to uczynił Monsiel, poświęcić się wzniosłemu i — w jego mniemaniu — doniosłemu celowi, będąc opanowanym przez naprzykrzającą się myśl o fizycznym zewnętrznym zagrożeniu. Może więc Monsiel wcale takich obaw nie miał, a żywił jedynie usilne pragnienie tworzenia (rysowania), co kazało mu szukać warunków do jego spełnienia, stąd pretekst o prześladowaniu i ucieczce, który stawał się wiarygodny w obliczu łaszczowieckich tragedii. Maskując przed domownikami prawdziwe motywy decyzji o wyborze samotniczego życia, uniknął kłopotliwej sytuacji baraku zrozumienia otoczenia dla jego dziwacznych preferencji.

             W Wożuczynie, w domu brata, Edmund przebywał jedynie na strychu, w niskiej jego części, w miejscu, gdzie dach opadając, styka się z podłogą. Rodzina utrzymuje, że niekiedy schodził nocą, wspominający go sąsiedzi nigdy go jednak nie widzieli. Prosił o ołówki i papier, które mu zewsząd dostarczano. I nie dziwiono się sposobowi spędzania czasu, bo cóż można robić we wnęce na strychu całymi dniami, tygodniami, miesiącami....

              Po zakończeniu wojny niechętnie opuszczał górę. Gdy się na to zdecydował, postanowił zamieszkać w opuszczonym młynie: na dole z prawej strony wejścia zajął pakamerę, ściany wzmocnił deskami. Mieszkał tam i trzymał swój majątek — poza tym, co zostawił u swojego brata — również węgiel i ziemniaki. Nieprawda, że nie wpuszczał nikogo do domu. Przychodzili krewni, posyłano mu różne rzeczy, ponoć też sprzątała czasem pokój dziewczynka z sąsiedztwa.

           Za pośrednictwem brata, cenionego rzemieślnika, otrzymał posadę w cukrowni. Pełnił różne funkcje, zależnie od pory roku: był sezonowym wagowym, sezonowym inspektorem upraw buraków i gdy zachodziła taka potrzeba, sezonowym pracownikiem magazynu. Znajomi Edmunda wspominają go, jak i całą rodzinę Monsielów jako bardzo uczciwych i solidnych pracowników.

             Edmund dbał o swój wygląd — schludny, chociaż skromny i daleki od wzorca z żurnali. Przeczy to stereotypowi, który mocno utkwił w stworzonej na potrzeby autorów wcześniejszych opracowań sylwetce biograficznej E.Monsiela, podobnie jak ten o chorobliwym wręcz unikaniu ludzi i zamykaniu się w sobie. Na zachowanej z tamtych czasów fotografii wnętrza pokoju Mundzia widać radio, na innych zdjęciach — Pana Mundzia wraz kolegami z pracy i z kuracjuszami, w okresie ostatnich dziesięciu lat życia bowiem Monsiel często wyjeżdżał do znanych uzdrowisk. Zdarzało się, że korzystał z takiej możliwości dwa razy w roku. Napisy na rysunkach informują o pobycie w Krynicy, Żegiestowie, Dusznikach i innych miejscowościach.

            W połowie lat 50. musiał zamienić mieszkanie, bo młyn zaczął się walić. Wynajął pokój w Wożuczynie u pani Zofii, gdzie mieszkał sześć albo siedem lat, do śmierci. Nie był wymagający, więc podobnie jak we młynie, nie dbał o umeblowanie pomieszczenia. Ale myślał, marzył od dawna o własnym mieszkaniu, nawet rozpoczął budowę na miejscu dawnego domu w Łaszczowie, lecz później ją sprzedał i zainteresował się terenem pod budowę w Michalowie; do zakończenia transakcji prawdopodobnie nie doszło z powodu jego śmierci.

 

           Edmund Monsiel zmarł 8 kwietnia 1962 roku w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim, przewieziony karetką z domu; pochowany został na wożuczyńskim cmentarzu.

III. W jaki sposób prace Monsiela ujrzały światło dzienne?

             Porządkując rzeczy zmarłego, rodzina miała przed sobą zadanie przejrzenia pozostawionego na strychu kufra, do którego wcześniej nikt poza jego właścicielem nie zaglądał oraz pokoju we wsi. Otwierając kufer, trzeba było sforsować trzy kłódki(!). To, co znaleziono, ,,skarbem” nazwali po jakimś czasie dopiero powiadomieni o odkryciu ludzie związani ze sztuką. W pokoju również natrafiono na wciśnięty pod parapet rulon z rysunkami. Gdyby określić liczbowe proporcje obu znalezisk, oczywiście jako nieistotną ciekawostkę, to na strychu Monsiel pozostawił około stu siedemdziesięciu, w mieszkaniu zaś około trzystu pięćdziesięciu rysunków. Nie zajmowano się nimi, odłożono je do lamusa, czyli do legendarnego, ale realnego i jak najbardziej faktycznego kufra, w którym Edmund ulokował swój najdroższy skarb — Twórczość Boga.

             Prace Monsiela zachowane dzięki wnuczce trafiły do rak kuzyna Edwarda Żaka (wówczas studenta we Wrocławiu), który zabrał ok. 250 rysunków, chcąc zorientować się w ich wartości. Okazało się, że ludzie oglądają rysunki z podziwem, ale na tym zainteresowanie się kończy. Poradzono, aby zwrócić się o ocenę do najpopularniejszego wówczas tygodnika „Przekrój”. Tu, w marcu 1964 r. pojawił się artykuł ilustrowany dwiema reprodukcjami. Odzew był natychmiastowy. W Wożucznie pojawili się doktor Mitarski i Jerzy Pomorski. Zakupili od rodziny prace i zebrali informacje o nieżyjącym już Monsielu. Według wyżej wymienionych badaczy pracy Monsiela świadczą o tym, że cierpiał na schizofrenię. Nie można jednak zapomnieć, że prace plastyczne są odbiciem życia wewnętrznego prawdziwego artysty, a choroba wyzwoliła jedynie talent. „...sama choroba talentu nie tworzy, ale jej działanie może go niespodziewanie wyzwolić i w jakiejś mierze nasilić. Bo nawet ołówkowa zgrzebność sztuki Monsiela nie może przesłonić faktu, że jest to sztuka prawdziwa, fascynująca swoją oryginalnością, niepokojąca swym udziwnieniem, ale jednocześnie piękna pięknością leku i rozkwitającej wyobraźni” (T. Chrzanowski).

IV. Co przedstawiają prace Monsiela?

Będziesz szczęśliwy, jeśli uwierzysz i zaczepisz swój wóz o gwiazdę. W jej oczach widzę, jak u moich ramion staja dwaj aniołowie: blady, złośliwy anioł Ironni i potężny, miłujący anioł Schizofrenii” ( Z. Herbert) 

            Monsiel wykonywał swoje prace przeważnie na kartonie i papierze. Najczęściej były to formularze cukrowni, okładki książek, teczki biurowe, niewielkie papierki niskiej klasy. Autor czasem bardzo precyzyjnie łączył te wszystkie materiały, sztukując kawałki. Znaleziono również rysunki na stronach tytułowych książeczek do nabożeństwa oraz na wieku drewnianej skrzynki.

            Rysunki Monsiela zostały wykonane najzwyklejszym, twardym, dobrze zatemperowanym ołówkiem na przypadkowych skrawkach papieru. Podstawowym środkiem wyrazu jest linia o zróżnicowanej szerokości i natężeniu koloru ( biało–szaro–srebrzysto–czarne).

            Monsiel był ascetą w dziedzinie formy. Rysunki uzupełniane były napisami o charakterze upomnień, modlitw, wyznań religijnych. Najczęściej rysunek jest tylko ilustracją głoszonych przez autora treści moralnych i nie przedstawia sytuacji realnej.. Ten sposób rysowania służył jednemu, obsesyjnie powracającemu motywowi, którym jest głowa. Jeśli użyć potocznego zwrotu i powiedzieć, że piękna i abstrakcyjna linia w rysunkach Edmunda jest wzięta z głowy, to paradoksalnie będzie to prawdą, dotknięciem tego, co najważniejsze w tej twórczości, gdyż głowa, którą Monsiel tak namiętnie rysował, stanowi wyobrażenie Boga. Monsiel malował początkowo tylko pojedyncze twarze Boga, następnie podwójne, wreszcie zniekształcone maski o przedziwnej ornamentyce. Człowiek ukazany jest jako zarys anatomiczny, nieznany, a czasem nazywany, wypełniony zmultyplikowanymi głowami, oczami, nosami. Szczególną rolę przypisuje się oczom, które są świadectwem, oknami duszy. A więc wieczności. Oczy mogą być również niebezpieczne, groźne, śledzące, czujne. Z upływem czasu rysunki stają się bardziej uporządkowane, kompozycje zorganizowane i dopracowane w szczegółach. Na niektórych pisane są słowa, których składnia i treść przypominają styl biblijny. Zawierają przestrogi pouczenia, upomnienia i łajania, a także zapewnienia, że „Król nad królami, Syn Boga był na ziemi i zawsze będzie z nami”. Treści te są często potwierdzone ozdobnym, stylizowanym inicjałem EM. Większość rysunków jest datowana. Stanowią ciąg obrazów tematycznie ujednoliconych z wyraźnie akcentowanym wyobrażeniem przewodnim, którym jest postać Jezusa. Twarze i postacie sprawiają wrażenie zastygłości mimicznej i lokomocyjnej. W wielkościach postaci występują wyraźne dysproporcje sugerujące nadrzędność Jezusa, Jego Posłannika oraz podrzędność tłumu.

            Prace te mają ogromny urok. Wbrew pierwszemu wrażeniu wyrażają wielką radość pomimo pewnej dramatyczności, będącej elementem zmagań i walki. Są one dramatem optymistycznym, zawsze przebłyskuje w nich światło nadziei, odnoszącej się do ponadczasowości, miłości i oddania mistycznego

            Obecnie w polskich zbiorach państwowych znajduje się około 60 prac Monsiela. Najwięcej jest w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, tylko po kilka w Muzeum Okręgowym im. J. Malczewskiego w Radomiu i Muzeum Regionalnym im. J. Petera w Tomaszowie. Warto więc odwiedzić tomaszowskie zbiory.


Bibliografia
 

Aleksander Jackowski, Sztuka zwana naiwną, Warszawa 1995.

Antoni Kępiński, Schizofrenia, Warszawa 1972.
 
Edmund Monsiel odsłona druga, pod red. Zbigniewa Chwalińskiego, Płock 1997.

 

źródło: praca w w formacie doc. - pobierz




Zasoby internetowe na temat Edmunda Monsiela


1 sierpnia 2011 roku w siedzibie Lokalnej Grupy Działania "Roztocze Tomaszowskie" odbyło się spotkanie poświęcone inicjatywie rozpowszechnienia twórczości pochodzącego z naszego regionu rysownika - Edmunda Monsiela.

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele władz samorządowych, organizacji pozarządowych oraz świata kultury i sztuki, którzy omawiali kwestie związane z obchodzami 50 rocznicy śmierci artysty, która przypada w 2012 roku oraz 120 rocznicy urodzin, która przypada w 2017 roku.

Szczegóły przedsięwzięcia, które zatytułowano "Edmund Monsiel - odsłona trzecia..."można znaleźć w tym dokumencie. Osoby zainteresowane wsparciem inicjatywy mogą przystąpić do komitetu organizacyjnego twórczości Edmunda Monsiela wypełniając deklarację i składając ją w Biurze LGD lub Filii Fundacji Rozwoju Lubelszczyzny w Tomaszowie Lubelskim (ul. Lwowska 32, pok. 106).





Autor: RD


©copyright 2016 Stowarzyszenie "FENIKS"